Autor: Małgorzata Iwuć W: Skarpetki Data: 2019-02-27 Komentarze: 0 Wyświetleń: 56

Na obiad schabowy, na deser skarpetki

Często przywozisz od mamy słoiki z jedzeniem? Uważaj, co w nich znajdziesz!

K

Kasia otworzyła drzwi do mieszkania i wepchnęła tam najpierw swoją walizkę, potem siebie, a na końcu wciągnęła dwie siatki i pokrowiec z gitarą. Uff, nareszcie wróciła od rodziców do akademika. Te dwie reklamówki to obiadki od mamy, żeby nie musiała jeść niemal przysłowiowych już parówek gotowanych w czajniku jak wszyscy studenci. 

Nawet szkoda czasu na tłumaczenie, że wcale tak nie jest i że bez zapasów nie będzie głodować, a przynajmniej jej współlokatorka przestanie się z niej nabijać, że jest słoikiem. To było zresztą na początku zabawne, tym bardziej, że Iza sama przywozi zawekowane zupy. Dobrze, że jest już późno i nie musi za długo tego wspominać. Włoży tylko całe jedzenie do zamrażarki, nawet nie będzie wyjmować z tych siatek i położy się spać…

K

- Możesz mi powiedzieć, po co wsadziłaś tu słoik z truskawkami? – Iza trzymała w dłoni oszroniony słoik.

K

I

Rzeczywiście, razem z leczo w zamrażarce wylądowały też powidła truskawkowe. Było to dość zastanawiające, bo mama przecież nie znosi robić owocowych przetworów (chociaż ich jedzenie to zupełnie inna kwestia).

K

- To zresztą chyba wcale nie są powidła. Kaśka, co to jest?

K

K

Cóż, mama Kasi wpadła na genialny pomysł obdarowania córki nie tylko jedzeniem, ale też czymś równie smacznym, co jednak pozostanie u niej na dłużej i ogrzeje jej stopy. Bo oprócz tego, że biedaczka na pewno źle się odżywia, to pewnie też za lekko się ubiera. A te skarpetki w słoiku to cudowny sposób, żeby nie domyśliła się jej prawdziwych intencji! Mama Kasi była z siebie bardzo zadowolona. A sama Kasia? Jeszcze bardziej! Bo skarpetki wyglądały apetycznie i nie wiedziała, czy woli je założyć, czy się na nie patrzeć, lecz koniec końców na nogach prezentowały się wyśmienicie.

K

A skąd skarpetki w słoikach, czyli nasze Jar Socks, wzięły się u nas?

K

K

No cóż, chyba nie ma osoby, która nie tęskniłaby za smakami dzieciństwa, czekającymi na nią w babcinej piwnicy. Jeśli zaś talentu kulinarnego brak, trzeba poradzić sobie inaczej. Żywność modyfikowana to w zasadzie dla każdego chleb powszedni, ale bawełnianych truskawek na polu jeszcze nie widzieliśmy, więc postanowiliśmy je uszyć. Potem ładnie zapakować, żeby odwdzięczyć się babciom za całe lata troski o naszą dietę. W ten sposób powstały nasze truskawkowe skarpetki w słoiku, które kryją pod sobą równie soczystą parę borówek lub same są schowane pod aromatycznymi gruszkami. I na szczęście, jak do tej pory, wszystkie nasze wyroby ogromnie naszym babciom „smakują”, chociaż jedzą tylko oczami.

~Monika

Komentarze

Zostaw swój komentarz