Autor: Aleksandra Kołodziejczak W: Skarpetki Data: 2017-08-10 Komentarze: 0 Wyświetleń: 442

Kolorowe Skarpetki, czyli jak to się zaczęło i co mnie najbardziej „jara” w mojej pracy?

Cześć wszystkim! ja to ta po prawej, z pudełkiem Pizza Socks Box Pepperoni :D

Powiem szczerze, że nigdy nie myślałam, że kiedyś będę zajmowała się sprzedażą sushi skarpetek, czy pizza skarpetek. W ogóle nawet do głowy by mi nie przyszło, że można wpaść na coś takiego i zbudować na tym cały międzynarodowy biznes. I to w dodatku w Polsce...

l

Mam wrażenie, że ludzie w naszym kraju mają taki kompleks, że jeśli coś fajnego może zostać stworzone, to na pewno za granicą. W USA, Niemczech czy w Wielkiej Brytanii możliwości wydaje się być więcej, ale to nieprawda. To pułapka naszego umysłu, w którą wpadamy by było nam łatwiej. Byśmy dalej mogli prowadzić konformistyczne życie - nie trudzić się szukaniem nowych rozwiązań, bo „inni to pewnie zrobią lepiej, a poza tym to w dzisiejszych czasach wszystko już zostało wynalezione”.

l

Nasze skarpetki i cały biznes, jaki prowadzimy jest właśnie zaprzeczeniem tej tezy. Jak mogliście przeczytać w blogu Cypriana o powstaniu pizzy skarpetek, kotów i  sushi skarpetek, wszystko tworzone było przez nas od zera i z uporem maniaka egzekwowane od powstania pomysłu, przez jego realizację i finalnie do procesu sprzedaży. Ja w naszej małej firmie mam ogromną przyjemność zajmować się tym ostatnim. :)

Gdy po raz pierwsze rozmawiałam z Cyprianem przez telefon o tym, czym się w ogóle zajmuje, jeszcze przed nawiązaniem naszej współpracy, myślałam, że sobie ze mnie żartuje. Sama jestem miłośniczką sushi i widziałam różne skarpetki z małymi rysunkami maków i nigiri, ale gdy usłyszałam, że każda skarpetka ma swój własny „smak” i jest zawinięta w taki sposób, że całość wygląda jak zestaw sushi, nie mogłam uwierzyć że ktoś w ogóle wpadł na coś tak abstrakcyjnego. W dodatku Cyprian wspomniał, że jest autorem pomysłu, co wydawało się jeszcze bardziej niewiarygodne. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że tak fantastyczny i oryginalny pomysł powstał tu – w Warszawie, w głowie osoby niewiele starszej ode mnie…

Nie mogłam powiedzieć „Nie”. Pomysł kupił mnie całkowicie, a studia związane z marketingiem i doświadczenie projektowe w organizacjach studenckich tylko napędzały chęć do działania z tak ciekawym produktem. Tak też zaczęła się moja współpraca z Cyprianem, Gosią i ich kolorowymi skarpetkami. Okazało się, że niewiele później zaskoczyli mnie swoim kolejnym projektem, który miałam przyjemność kończyć już osobiście, czyli marką Pizza Socks Box. Zajęłam się przygotowaniem jej i ostatecznym wprowadzeniem do sprzedaży na rożne platformy e-commerce’owe.

Praca w tak małym zespole ma to do siebie, że jedna osoba zajmuje się różnymi dziedzinami. Wprowadzanie naszych skarpetek do kolejnych sklepów internetowych oraz stworzenie naszego własnego, czyli skarpetkowelove.pl sprawiło, że naturalną koleją rzeczy zaczęło pojawiać się coraz więcej zamówień, które wymagały kontaktu z klientem. Robienie tego „po łebkach” nie wchodziło w grę, gdyż handel, szczególnie internetowy, cechuje się ogromną dbałością o „customer service”, czyli po prostu obsługę klienta. I zgadnijcie, kto przejął to najfajniejsze zajęcie na świecie??? :D

Muszę przyznać, że nie zawsze jest to lekkie zajęcie, gdyż w przypadku jakichkolwiek problemów na linii sprzedawca- klient to właśnie osoby zajmujące się obsługą klienta, idą na pierwszy ogień. Tak to my musimy świecić oczami przed zdenerwowanymi klientami (często bardzo słusznie, bo usługa nie powinna być dla nabywcy naszych produktów w żaden sposób kłopotliwa). Ale wiecie co? Może przełamię pewien stereotyp, ale ja swoją pracę w customers service LUBIĘ i to nawet bardzo! (Haha i nie, wcale niczym sobie nie przechlapałam u Cypriana i Gosi, że tak piszę :P ).

Praca przy obsłudze zamówień nauczyła mnie, że nie ma sytuacji beznadziejnych i że zawsze kulturą osobistą i gestem można wyprostować nawet te najtrudniejsze sytuacje. Ważne jest to by traktować swojego rozmówce z szacunkiem i nie spocząć na laurach tylko kombinować tak długo, aż się znajdzie rozwiązanie. Dla mnie jednak najprzyjemniejszym elementem jest po prostu pisanie z klientami. Zwykle za pomocą maila, rozmowy telefoniczne jeszcze mnie czasami stresują, ale też są bardzo mile widziane I właśnie taka mailowa pomoc przy np. podjęciu decyzji, który sushi box wybrać dla siostrzeńca, przy jakimś problemie podczas robienia zamówienia, czy chociażby takim nudnym potwierdzaniu wysyłki produktu jest dla mnie najprzyjemniejsza i sprawia mi najwięcej satysfakcji. :D

Zawsze staram się by takie konwersacje były nie tylko pomocne, ale przede wszystkim bardzo sympatyczne i miłe. Żeby odbiorca moich wiadomości, miał poczucie, że rozmawia z prawdziwym człowiekiem z poczuciem humoru, który zwraca się do niego i tylko do niego, i najważniejsze, by czuł się jak najbardziej komfortowo z dokonanym zakupem. Moim celem nie jest tylko suche zakomunikowanie danej informacji, ale podanie jej w taki sposób, by klient, czyli po prostu Ty, Drogi Czytelniku, mimowolnie uśmiechnął się do monitora. :D W końcu nie sprzedajemy jakiś nudnych szarych skarpetek czy kabli do odkurzacza, tylko super śmieszny produkt, który ma wzbudzać właśnie takie reakcje!

Na koniec dodam tylko, że takie podejście zaowocowało kilkoma naprawdę zabawnymi i miłymi sytuacjami, których nie zapomnę do końca życia. Mam nadzieję, że będę się mogła podzielić kilkoma historiami w kolejnym blogu.

My w tym czasie zajmujemy się kolejnymi skarpetkowymi projektami. Praca którą tutaj wykonuję sprawia mi ogromną satysfakcję i życzę każdemu, a zwłaszcza tym, którzy wytrwali do końca mojego wpisu, by w swoim życiu wykonywali kreatywne zajęcia, po robieniu których mogą wrócić z pracy do domu zmęczeni, ale z ogromnym uśmiechem na twarzy i (tu moja ogromna nadzieja)… kolorowymi skarpetkami na nogach! :D

~Ola

Komentarze

Zostaw swój komentarz